Podsumowanie miesiąca #czerwiec2019

O jaki ja cudny czerwiec miałam! Czerwce są ogólnie fajne, bo się ciepło robi, czereśnie są już, truskawki zazwyczaj jeszcze i bób i fasolka i … i dni dłuższe, co może skutkować wieczornymi przejażdżkami na rowerze (żeby nie tak tylko o żarciu było). 


Chociaż tak na przekór czerwiec przywitałam rowerowo porą nocno-poranną. Pojechałam z wariatami innymi na wschód słońca na Łysą Górę w Czechach. A co! Pięknie było, epicko wręcz! Co prawda trzy dni dochodziłam do siebie po zarwanej nocce (wyjazd był o 2), ale co tam. Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda 🙂

 

 

Potrenowane, postartowane

Na szosie przejechałam ponad 500 km, na góralu niespełna 80 km (wstyd).

 

Wiadomo, jeździ się żeby jeść.

 

I żeby mordkę cieszyć.

 

Ale jednak bardziej, żeby jeść chyba jednak…

 

Można też próbować nowych ścieżek i się później wracać, bo zrywka drewna je dewastuje.

 

 

Można też wracać ciągle w te same miejsca i katować jeden podjazd po lub przed pracą.


I można też jechać na super babską ustawkę!

 

Jeśli o bieganie chodzi, to tego zwykłego biegania po płaskim wyszło ledwo ponad 50km, w terenie górskim 110 km. W to trzeba zaliczyć mój start w Invicta Ustroński Bieg Dookoła Doliny Wisły – 66 km! Tak, to był mój kolejny biegowy sprawdzian tego roku. Dałam radę, poszło lepiej niż się spodziewałam, bo wylądowałam jako trzecia kobieta na podium. Tak! Ja! Będzie relacja, tylko ciągle nie mam weny ani czasu, żeby porządnie do tego usiąść. 

 

Jedno z ujęć na trasie. Ciepło było bardzo.

 

A na podium prezentowałam się tak!

 

Były też gościnne występy we Wrocławiu.

 

Do tego 7 godzin treningu siłowego i wzmacniania. Pieszych wojaży zaliczonych do treningu wyszło 25 km.

 


Tak pięknie mamy w Beskidach

 

W ogólnym zestawieniu czerwiec nie wypadł źle! Łącznie 59 godzin aktywności. 

 

Ale nie samym sportem Skrzat żyje

Były wyprawy mniejsze i większe. Był Wrocław, była Bratysława, były odwiedziny przyjaciółki, obiad z okazji Dnia Taty robiłam. No działo się. 

Najlepsze lody w Bratysławie! Luculus Ice Saloon – polecam

 

Być na Słowacji i nie zjeść haluszków z bryndzą? Nie ma takiej opcji


To moje zdrowe odkrycie! Smażone rzodkiewki z sezamem i solą

 

Drożdżowe z truskawkami zawsze spoko

 

Poczyniłam różowe kluseczki. Przepis tutaj

 

Obżarłam się też do nieprzytomności truskawkami, czereśniami i bobem. Wszak z tego składa się człowiek w czerwcu.