Podsumowanie miesiąca #maj2019

Znowu przegapiłam końcówkę miesiąca. Połowa roku za mną, a ja nie ogarniam tej mojej kuwety. Tak bardzo chcę wykorzystać każdą minutę, cieszyć się wszystkim po raz pierwszy w nowym miejscu. Pierwszymi truskawkami, pierwszymi długimi weekendami, pierwszym rozpaleniem kominka, pierwszymi wizytami na bazarku, pierwszym podlewaniem drzewek, które zasadziliśmy… Ogarniałam dom, pracę, przyjemności i jak się okazało rekordową liczbę treningów!


Nie wiem jakim cudem wpadło tyle godzin. Szaleństwo jakieś! Jak to zobaczyłam, to stwierdziłam, że się aplikacja pomyliła. A jednak nie…chociaż ja miałam poczucie obijania się. Ale liczny mówią same za siebie!

69 godzin, 740 kilometrów, 119 personalnych rekordów i 41 aktywności łącznie

Łałałiła! Ja nie wiem, jak to się stało, serio. Ale to oznacza tylko jedno – forma rośnie, a to cieszy.


Przebiegłam w terenie prawie 110 km, a z asfaltowych treningów mogę dodać jeszcze 5 dyszek. Dla biegaczy to mało. Dla mnie to dużo, bo ja łączę bieganie z innymi aktywnościami. 

 

Ale jak nie biegać, skoro ja mam takie widoki na wyciągnięcie ręki…

 

Wpadło kilka super treningów z #FantasticTeam i trochę samotnych kilometrów. I to i to lubię. 

Pobiegałam też na drugim końcu Polski w Biebrzańskim Parku Narodowym.

 

Rowerowo maj zaliczam do turbo udanych. Ponad 450 na szosie i niecała stówka na mtb. Nareszcie! Ja to chyba jednak rowerowa bardziej jestem.

 

Moje Beskidy… 

Zamykam latopa i w godzinę obracam w obie strony na Równicę. Szybki i fajny trening. 

Znalazłam w maju śnieg! Na stokówce od Przełęczy Salmopolskiej w stronę Baraniej Góry. Taka zima była.


Razem najlepiej. Mini urlop na Podlasiu i 170 km na szosie podczas jednej wycieczki! Ale tam jest nudno…płasko! Trochę tylko po takim szutrze pobłądziliśmy.

 

Wybrałam się też na ustawkę rowerową na Łysą Górę. Spoko, byłam już tam, ale nie z dziesięcioma chłopami! Trening życia zaliczyłam.

 

 

Trochę też pospacerowałam po tej płaskiej części naszego kraju. Polska jest piękna!


I po moich śmieciach też – z mamcią, w dniu jej święta. W sumie to taka forma ruchu też jest fajna. W czerwcu też chcę spacerować, a co!

 

 

Jedzenie w maju? Foodgasm, czy jak to się tam pisze.

Zaczęło się! Botwinki, szparagi, truskawki, rzodkiewki… 

Pierwszy chłodnik!

 

Próba najedzenia się szparagami na zapas podjęta. 

 

Augustowskie jagodzianki. Musiałam spróbować.

 

Hiszpańskie klimaty, polski chleb

 

Zdrowy, fit tort dla męża – przepis znajdziecie tutaj

 

Miesiąc bez drożdżówki na Przysłopiu byłby smutny

 

Sezon na lody wystartował

 

Do zobaczenia w czerwcu!