Bez kategorii,  podsumowanie miesiąca,  slow życie,  turbo obroty

PODSUMOWANIE MIESIĄCA #MAJ2020

Żarło, żarło i zdechło. Tak bym chyba mogła podsumować maj. Biegowo. Bo w innych dziedzinach skrzaciego życia to mam wrażenie jestem ciągle na krzywej wznoszącej, ale się muszę mocno trzymać, bo zaczynam mieć więcej pomysłów niż na to zasoby czasowe pozwalają. Ale po kolei.

Maj zaczął się od majówki. Wiadomo. My niezbyt grillowi, zresztą izolacja jeszcze trwała pełną parą, więc zaczęliśmy miesiąc od wspólnego biegania po zboczach Małej Czantorii. Była tez okazja pokazać Panu Munżowi ścieżki, które odkrywałam wczesną wiosną.

#razemjestfajniej

A zbocza Małej to moje ukochane miejsca biegowe są. I jest tam tak cudnie! Sami zobaczcie. To był piękny majowy, bardzo wczesny poranek. Stałam tam i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że mieszkam w najcudowniejszym dla mnie miejscu pod słońcem. Takie widoki przed pracą, żyć nie umierać.

Forma życia bez trenowania?

Ten miesiąc to ogólnie był jakiś kosmos. Moja biegowa forma wystrzeliła niczym Rakieta Falcon 9 wczoraj. Serio. Nigdy tak mocna się nie czułam. Na podbiegach oczywiście, bo w dół to jestem łamaga nadal. Ale się tym nie przejmuję, pisałam nawet o tym tutaj.

Biegałam w większości w terenie, ale i asfaltu trochę wpadło. Za każdym razem starałam się odkryć nowe miejsce, nową pętelkę, nowy podbieg, nowe cokolwiek. Od razu “trening” wydał się ciekawszy. Celowo używam cudzysłowu, bo nadal nie trenuję według żadnego planu. Po prostu idę odreagować po pracy albo naładować się pozytywnie przed przyspawaniem się do komputera. Wpadały personalne rekordy, nawet jakieś QOMy na Stravie. Biegało mi się naprawdę lekko, przyjemnie, bez spiny.

W końcu w maju odpaliłam rowerowanie na zewnątrz na wyższym biegu. Mtb wróciło do łask. Były zarówno lekkie jazdy po okolicznych szutrach, jak i karkołomne pure mtb. Nie powiem, moja rowerowa forma też pozytywnie zaskakuje. Jaram się tym, wszak ja nie sportem żyję tylko. A pracuję ostatnio sporo, ale też się jaram ciągłym rozwojem zawodowym. I tym, że jakoś udaje mi się to wszystko ze sobą godzić.

Ale koniec pitolenia, zobaczcie sami, jak to wygląda w ogólnym rozrachunku – całkiem całkiem. Prawie 68 godzin aktywności! Oczywiście razem z jogą, treningami mobilności, wzmacnianiem. Dużo czasu na to staram się poświęcać i widzę efekty. Nie zaniedbujcie tego rodzaju treningów, one też są ważne.

Kolarstwo halowe w liczbie ponad 18 godzin nie załapało się na screena 🙂 A to ciężkie treningi w większości były. Jak wiecie albo nie wiecie, ja Skrzat trenuję dzielnie z dziewczynkami od czasów początku pandemii na trenażerach. #TeleBabskaKorba 🚴‍♀️była wybawieniem w trudnych czasach. Zaczęło się od spontanu, a wyszły regularne, jakościowe treningi pod okiem Radosław Rogóż, naszej Czarnej Bożeny 😜

Mamy już prawie trzydzieści spotkań online za sobą, ale Alina przenosi akcję w poniedziałki na pole/dwór (czy na co tam chodzicie). Jak ktoś z Bielska i okolic – wbijać! Ja w miarę możliwości też będę tak planować dzień, żeby dojechać. Pyszne ciacho🍪 i lemoniada🍹po w Środek i ploty też będą! To jest taka ekipa, że Was z bloków wywali. Babki z jajami, z charakterem i poprawiające sobie koronę, zamiast chęci jej zrzucenia🦄 Skrzatek wspiera i podpisuje się pod tym co robi Ala Ma Koła wszystkimi kończynami. Tymi obecnie lekko kontuzjowanymi też.

Sierota roku

Ale równowaga w przyrodzie musi być. Musiało się coś popsuć. Padło na nóżkę. W ostatni czwartek miesiąca, po zrobionych dwóch treningach tego dnia (marszobieg na Małej Czantorii rano i ćwiczenia kadencji na trenażerze wieczorem) uszkodziłam ścięgno w stopie wyciągając piżamkę. Wniosek mam jeden – śpijcie bez piżamek 🙂 A tak serio to więcej nic mądrego dzisiaj nie napisze na ten temat, bo nic nie wiem. Rezonans mam jutro. Na szczęście kontuzjowane struktury na rowerze prawie nie pracują, więc można się dalej ciorać na rowerze. Choć nie powiem, miałam biegowe plany na czerwiec. Pożyjemy, zobaczymy. Ja mam zawsze plan B, więc za długo rozpaczać nie będę.

#TURBOustawka is back

Tym bardziej, że rower to jednak jest moja największa miłość chyba. A po takich dniach jak wczoraj, po wznowieniu naszych ustawek, mam taki zaciesz na skrzatomordce, że bez żalu odstawię biegowe buty w kąt na chwilę. A niech sobie odpoczną. Były wczoraj pierwsze szosy za płoty. I to o mały włos prawie dosłownie… bo do płotu było blisko. Była nie tylko pierwsza #TURBOustawka szosowa w tym sezonie (wcześniej byłą mikro ustawka mtb), ale i pierwsza kraksa. Na szczęście kości wszystkie całe. Pogoda też okazała się łaskawa i zmoczylo nas tylko leciutko przez chwilę. Był sam Prezez MOREcycling . Była pizza na koniec w SiSi Pizzeria e Ristorante. Były muffiny upieczone przeze mnie. No mega takie spotkania ładują!

A co poza tym w maju?

A były spacery z mamą w deszczu, było świętowanie urodzin Pana Munża, było trochę kanapowego lenistwa i jak zawsze dużo dobrego żarła.