Podsumowanie miesiąca #sierpień2018

Dopiero był lipiec, dopiero sobie ubzdurałam maraton, dopiero wzięłam się do spisywania swoich poczynań sportowych i jedzeniowych i…i już jest wrzesień. Ja wrzesień lubię, urodziny mam. Jesień też lubię, bo po jesieni jest zima, a zimą jeździ się na nartach. Ale ja nie o tym. Ja spróbuję sierpień podsumować.

No to jedziemy z tym koksem. Jaki był sierpień? Ciepły był, bardzo nawet. W dniu, w którym zaliczyłam swój debiut półmaratoński i jednocześnie debiut górski żar lał się z nieba – 33 stopnie w górach podczas zawodów to jednak niezły wycisk. Poradziłam sobie i z tym upałem i zestresem i ze zmęczeniem i jestem mega dumna. To chyba największe moje osiągnięcie minionego miesiąca. Jeśli chcesz wiedzieć więcej o samym biegu, to zapraszam tutaj, a jeśli bardziej interesuje Cię moje przygotowanie „od kuchni” (dosłownie), to zerknij tutaj. Ta zaliczona próba sił utwierdziła mnie w przekonaniu, że dam radę przebiec maraton w październiku. Nie oznacza to jednak, że pławiąc się w chwale i dumie zaległam na kanapie i do października się nie ruszę.

O nie, przepracowałam ten sierpień całkiem solidnie. Czuję, że moja forma nigdy nie była taka dobra. Zdecydowanie widzę poprawę wydolności i wytrzymałości. Przebiegłam ponad 180 km. Zakochałam się też po uszy w bieganiu po górach. Co to z tego będzie, zobaczymy.


Na rowerze przejechałam 240 km (40 km mtb i 200 km szosa), do tego basen i treningi uzupełniające. Tak wiem, nie wygląda to na przygotowanie do maratonu, ale cóż.. ja wszystko robię inaczej 😛

 

A tak prezentuje się podsumowanie miesiąca w liczbach i kalendarz treningów.


Suunto Movescount  

Strava

Całkiem sporo, biorąc pod uwagę regenerację przed startem w półmaratonie i kompensacyjne treningi po. Wykonałam póki co wszystkie treningi z założonego planu do maratonu, z lekkimi tylko modyfikacjami. Staram się też więcej czasu poświęcić na regenerację – więcej spać, rolować się, rozciągać, chodzić co jakiś czas naprawić się do fizjoterapeuty. Testowałam też kompresję i muszę przyznać, że działa. Chociaż w sumie stosuję od dawna rajstopy kompresyjne podczas lotów, więc skoro one zdają egzamin, to czemu opaski miałyby nie dać rady. Moje są z Compressport – jak ktoś szuka w dobrej cenie, piszcie, podam adres pod którym upolowałam ja.

To wszystko oczywiście w połączeniu z pracą na etacie, domem, dbaniem o siebie (mimo wszystko jestem babą, która lubi mieć pomalowane paznokcie) i przygotowywaniem jedzenia, bo jak wiadomo, Skrzat lubi jeść 🙂 Nie zabrakło więc sezonowych pyszności – jeżyny, maliny, gruszki, śliwki, brzoskwinie figi, bakłażany, cukinie…

Sałatka z grillowanym bakłażanem i brzoskwinią

Gofry z figami i kozim serem

Najlepsze gofry, jakie kiedykolwiek zrobiłam – przepis na insta


Spróbujcie kiedyś połączenia jeżyn, gruszki i masła migdałowego.

Gdybym miała jednym słowem podsumować sierpień, powiedziałabym PETARDA! Oby wrzesień był jeszcze lepszy.